Balatro
Balatro to, jeśli chodzi o pisanie, trochę nie moja działka. Najlepiej idzie mi przedstawianie gier albo mało znanych, albo starych, a Balatro zna prawie każdy i napisano o nim w ostatnim czasie wiele.
O ile nie jest to w żadnym wypadku zła gra, skupię się na negatywach. Po części dlatego, że o pozytywach powiedziano już wszystko, ale po części też dlatego, że tego typu gier trochę nie lubię.
Nie jest to ich wina, a tego jak ja podchodzę do medium, ale i mojego czasu, który lubię przynajmniej czuć, że spędzam aktywnie w przypadku gier “rozwijając swoje hobby“. Dlatego potrzebuję w nich jasnego celu i końca, ale jakaś warstwa fabularna też bardzo mi pomaga. Inaczej szybko rodzi się u mnie poczucie marnowania czasu. Nie winię o to gry, bo “marnowanie czasu” znane też jako “odpoczywanie” jest jej funkcją.
Po dwudziestu-paru godzinach w grze wiem, że nie chcę odblokowywać w niej wszystkiego. Cenię mnogość dostępnych treści – ale nie są dla mnie. Potrzebuję poznać w tym czasie jakąś klasyczną fabułę czy przygotowany tor przeszkód w platformówce.
Pewnym problemem jest też dla mnie to, że nie przestaję grać z gry naturalnie, ot po prostu nigdy więcej po nie nie sięgając. Jako że bardzo pilnuję tytułów, które akurat ogrywam, decyzja “więcej tego nie włączę, idę do kolejnej rzeczy“ to coś, co muszę podjąć świadomie. Dlatego prawie nie gram też w gry sieciowe.
Ale to bardziej o mnie niż o grze. Samo Balatro o ile w tym co robi jest genialne, to samo to co robi, jest fundamentalnie płytkie. Mechaniki łączce losowość z postępem naturalnie wciągają, nawet jeśli w rzeczywistości bardzo mało wymagają od gracza. To powinien być raczej dodatek do gry, bo kiedy poza dopaminą nie ma niczego, zaczynamy czuć, że trochę po prostu klikamy w jednorękiego bandytę. Tak jest i tutaj. To jak gramy nie ma dużego znaczenia. Liczy się głównie to, jakie trafią się nam karty i że w kolejnych runach, statystycznie będą się trafiać coraz lepsze. Nie wiem, czy gra powinna ukrywać to lepiej, czy ostatecznie ukryć się tego nie da.




Hmmm, ja mooooże mam trochę podobnie: na granie mam bardzo mało czasu, no to skoro już złapałem te pół godziny, to wolę coś, co popchnę do przodu w celu sięgnięcia później po kolejną pozycję z backlogu. Pograłem 3-4 razy w Ball x Pit, spoko kuleczki latały, ale jednak jakoś tak brak mi motywacji. Szczególnie jeśli gra ma feeling jakby była zaprojektowana na setki runów i wieczne dążenie do więcej i bardziej.
(a od Balatro, mimo że doceniam jego jakość, to odpadłem jak od wszystkiego o tematyce tradycyjnych kart oraz ich terminologii; jakiś taki prywatny uraz podobno jak do seriali o tematyce służby zdrowia :D )
Jezu znam to uczucie. Dla mnie tym Balatro jest Diablo 4. I tak co kwartał... Ja generalnie mam problem z grami singleplayer które się nie kończą czymś konkretnym. Dlatego też mnie nigdy nie wciągnęły wszelkie 4X