Gravity Rush
Gravity Rush jest grą jednocześnie bardzo ciekawą i bardzo nieciekawą. Jej świat jest dziwny, a poruszanie się polega na manipulowaniu grawitacją, do którego używamy mniej typowych inputów Vity, jak żyroskop czy ekran dotykowy.
Co więc nie zadziałało?
Przede wszystkim sterowanie, na którym powinna opierać się cała gra, a jest poniżej przeciętnej. Zmiany grawitacji to tak naprawdę jeden przycisk, który kolejno przeskakuje pomiędzy wiszeniem w powietrzu i spadaniem w wybranym kierunku. W ten sposób poruszamy się całą grę, dodając do tego ataki i powrót do normalności. Spadamy. Stop. Ustawiamy się. Spadamy. Stop. Ustawiamy się. Atakujemy – poprzez spadanie. Brakuje tu płynności i cały czas marzyło mi się jakieś manewrowanie – które teoretycznie istnieje, ale jest bardzo ograniczone. Jednym z nich są uniki – tyle że wymagają używania ekranu dotykowego, co oznacza zdejmowanie palców z przycisków i nie używałam go głównie przez brak wygody (nie jest też szczególnie potrzebne). Sterowanie to zresztą główny powód, dla którego unikałam wszelkich wyzwań dostępnych na mapie. I to, pomimo że normalnie nawet w średnich grach miewam obsesje na punkcie ich maksowania.
To, co mogłoby uratować pozycję to fabuła. Zaczyna się całkiem obiecująco. Świat gry zaprasza swoją niecodziennością. Tyle że na tym kończą się zalety. Nie ma tu ani jednej postaci, którą bym polubiła. Najbliżej jest chyba Raven – szkoda tylko, że przez pół gry cierpi na “miej sekretne powody swoich działań, nie mów o nich nikomu i złość się na zachowujących się racjonalnie ludzi, bo o nich nie wiedzą“. Właściwie cała gra taka jest – głupiutka. W pewnym momencie wchodzi trochę-jakby na krytykę militaryzmu, może nawet czegoś zahaczającego nieśmiało o faszyzm – tylko właśnie mam wrażenie, że gra bardzo stara się, żeby tam przypadkiem nie pojawiło się nawet najmniej kontrowersyjne przesłanie. Jakiekolwiek postawy złoczyńców są tu co najwyżej tłem. Ostateczny problem wynika nie z tego, że ich podejście czy ideologia są w jakiś sposób wadliwe, a tylko dlatego, że jeden z ich wynalazków nie działa, jak powinien. W DLC możemy nawet do wojska dołączyć.
Przeszkadzał mi też brak jakiegoś motywu, który łączyłby całość. Przeskakujemy od wątku do wątku zupełnie losowo. Powody naszego działania nieszczególnie wynikają z siebie, jedynie dzieją się po sobie. Pomimo że ostatni wątek został zamknięty, miałam uczucie, jakby gra się po prostu urwała.
Wracając do gameplayu – rozgrywka jest niesamowicie nudna. W paru momentach naprawdę trzeba się było o to postarać, żeby dodać do misji dodatkowe wypełniacze czasu, ale i bez tego – najczęściej walczymy z tymi samymi przeciwnikami w ten sam sposób, ewentualnie musimy się gdzieś udać.
Na koniec wspomnę o dziwnawym fanserwisie. Nie będę udawać, że jakoś szczególnie mnie razi. Nie jest przesadzony i niezbyt wyobrażam sobie, żeby komuś robił dobrze. Tylko w tym właśnie rzecz – skoro nie pełni absolutnie żadnej funkcji, to po co on tu w ogóle jest? Mam poczucie, że ktoś zwyczajnie bardzo nie umiał się powstrzymać.





