Pokemon Radical Red
Moich 101 godzinach spędzonych z romhackiem Pokemon Radical Red oddaje jedno słowo – zmęczenie.

Przy czym nie jest to raczej wina gry, a moje podejście do niej było bardzo świadome. Ba – nawet jakby nie było, gra już na samym początku ostrzega, że jeśli nie szuka się naprawdę dużego wyzwania – lepiej zagrać w jakiś inny romhack.
Byłam zainteresowana zgłębieniem się trochę bardziej w mechaniki pokemonów i sprawdzeniem się w grze wymagającej więcej niż wbicie dostatecznie wysokiego poziomu – i zdecydowanie to dostałam. Mam nadzieję, że wyniosę z tego coś na przyszłość. Nawet jeśli poziom jakiego wymagał ode mnie Radical Red był za wysoki. Tu jednak gra też przyszła z pomocą oferując easy mode, który ustawiłam w okolicach bossa w Game Corner.
Radical Red na początku zrobił na mnie duże wrażenie zestawem usprawnień. Od samego początku pozwala wybrać startera z wszystkich dziewięciu generacji. Daje dostęp do przenośnego PC. Pozwala dowolnie zmienić natury pokemonów. Daje nawet dostęp do leczenia w dowolnym momencie poza walką (ograniczenie do 6 użyć, przywracane po wizycie w Poke Center), … Normalnie unikam hacków które nie zmieniają mapy czy historii, ale Radical Red oferuje na tyle dużo innych zmian, że jest bardzo inną grą niż Fire Red.
Szczególnie ciekawe były wyzwania w których dostawaliśmy do wyboru 3 z 6 z góry ustalonych pokemonów, za pomocą których trzeba było pokonać przeciwnika. Przypominały one bardziej zagadki logiczną niż walki.
Niestety, jak pisałam na początku – ja się do tej całej trudności nie do końca nadaję – nawet na łatwym poziomie trudności. I wyzwań i gry było po prostu za dużo. Czasem nawet zwykli trenerzy potrafili zatrzymać mnie na dłużej, a ważnych postaci z silnymi pokemonami jest dużo więcej. Spotkamy na przykład cały zestaw liderów z Johto. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, gdy gra nie pozwoliła mi podejść do Kogi zanim nie wróciłam do kilku wcześniejszych liderów po remach.
Nawet dostępność dużej ilości stworków wywołała u mnie przesyt. Z jednej strony doceniam możliwość grania swoimi ulubieńcami z późniejszych generacji – z drugiej byłabym szczęśliwsza gdyby gra ograniczyła ich dostępność do np. 500, zmuszając mnie do większego skupienia na tym co mam. No i walki, zwłaszcza później są naprawdę trudne. Nawet pomagając sobie szybkimi save’ami do testowania swoich strategii, znalezienie odpowiednich kontr, zajmowało mi sporo czasu.
Poza zdobyciem tytułu mistrzyni wykonałam sporo zadań dodatkowych, ale po dostępnych Retro Acziwmentach widzę też, że sporo mnie ominęło. Szczerze mówiąc nie chce mi się już ich szukać (bo w większości przypadków nie jest oczywiste gdzie je znaleźć). Może jeszcze mniej chce mi się je wykonywać. Dlatego kończę z satysfakcją, pomimo wiedzy, że dałoby się wycisnąć więcej.
Jeśli kogoś bardzo interesuje co zdobyłam, a czego nie, jest to widoczne w moim profilu Retro Acziwmentów.





